Subiektywne podsumowanie 2016

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

W tym roku wydarzyło się naprawdę wiele – zaliczyłam kilka festiwali muzycznych, niezliczoną liczbę koncertów i każdego dnia odkrywałam nowe dźwięki. Postanowiłam zatem wybrać te szczególne muzyczne momenty, które zapadły mi w pamięć.

Czasami zastanawiam się, czy można jakoś określić muzykę, która jest „moja”. Potrafię cały dzień słuchać Michaela Buble, by pod koniec dnia zasypiać przy nowej EP-ce Nine Inch Nails. Następnego dnia natomiast stwierdzam, że lubię zarówno Buble i Reznora, choć tak bardzo różnią się ich muzyczne światy. Po imprezie „Metallica Night” słucham marudnego Morrisseya, zaś Duran Duran przeplatam smutnymi piosenkami Soft Moon. Jeśli chodzi o muzykę to jestem bardzo niestała w uczuciach.

Oto subiektywna lista podsumowująca ten rok – pewnie część artystów czy utworów znacie, ale może też znajdziecie nowe brzmienia, których wcześniej nie znaliście. Na to właśnie liczę.

Czytaj dalej

Koncert The Cure w Łodzi

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Mam taką magiczną listę koncertów, na które chciałabym się wybrać. The Cure jakiś czas temu na niej się pojawił i w końcu marzenie się spełniło – zobaczyłam roztrzepańca na scenie w akcji 20 października 2016. Robert Smith pokazał się z jak najlepszej strony i to przez prawie 3 godziny trwania występu.

Bilet na to wydarzenie kupiłam jeszcze na początku roku i dobrze zrobiłam, bo wejściówki rozeszły się w bardzo szybkim tempie. W zasadzie zaczęłam zastanawiać się nad fenomenem tej kapeli, bo nie każdy zespół, który był u szczytu popularności w latach 80. i 90. wypełnia stadiony. Chyba po prostu można stwierdzić, że dobra muzyka wytrzyma próbę czasu. W dodatku The Cure ma różnorodny repertuar, przez co każdy może znaleźć piosenkę dla siebie.

Czytaj dalej

Mroczny Piąteczek: Joy Division

Kolejne zestawienie kawałków Joy Division nie byłoby niczym nowym, dlatego pomyślałam, żeby przedstawić wam 5 coverów utworów Brytyjczyków. Nie przepadam za wersjami, które są wiernym odzwierciedleniem oryginału. Wolę zdecydowanie, gdy artysta zmienia aranżację piosenki dorzucając pewne charakterystyczne dla siebie elementy. Oto kilka propozycji, po które warto sięgnąć w piątek!

Czytaj dalej

The Cure – Disintegration

,,Disintegration’’ – kwintesencja mroczności, beznadziejności i pesymizmu. Robert Smith maluje zimny obraz kończącej się miłości. Pada deszcz, jest szaro i zimno. Nic i nikt Ci nie pomoże. Smutna płyta, to fakt, ale ile jest piękna w tej dramaturgii. 73 minuty halucynacyjnej muzyki, którą najlepiej słuchać w ciemnym pokoju i najgłośniej jak się da. Tak radził Smith, tak i ja doradzam.

Płyta ,,Disintegration’’ to ogrom różnych, rozmytych dźwięków. Każdy z nich jest trochę leniwy, zmęczony. Cały Robert Smith ukrywający pod dziwacznym makijażem tragizm, który dzieje się w jego głowie. Herbatka z grzybków, którą pili muzycy w czasie nagrań, musiała być naprawdę mocna. A duża ilość alkoholu tylko pogłębiła te doznania. Całe szczęście my nie musimy wspomagać doznań takimi środkami. Wystarczy wsłuchać się w muzykę The Cure i sen na jawie gotowy!

Czytaj dalej