Baasch – Grizzly Bear With A Million Eyes

z21678880Q,BaaschJestem fanką Baascha, co można od razu stwierdzić patrząc na ilość wpisów o nim na moim blogu. Wobec ulubionych artystów ma się naprawdę wysokie wymagania –  niecierpliwie czekałam na nową płytę i przeżywałam, by Baasch nie zawiódł. Odtwarzając pierwszy singiel czułam jak moje serca przyspiesza. Chciałam, żeby ten numer był na równie wysokim poziomie co pierwszy krążek „Corridors”. Całe szczęście Baasch mnie nie rozczarował, nie zawiódł też całą resztę syntezatorowych maniaków, którzy lubią czasami zanurzyć się w otchłań wypełnioną chłodnymi dźwiękami muzyki.

Czytaj dalej

Polskie elektroniczne piosenki na walentynki

piosenki na walentynki

Rok temu polecałam seksowne utwory w sam raz na 14 lutego, tym razem jednak postanowiłam wziąć pod lupę polski światek elektroniczny, bo dzieje się w nim bardzo wiele i fani syntezatorów naprawdę mają w czym wybierać.

Przejrzałam swoje płyty oraz serwisy streamingowe i wybrałam kilka piosenek moich ulubionych polskich twórców. Nie wszystkie utwory bezpośrednio tyczą się miłości, ale są na tyle nastrojowe, że warto po nie sięgnąć w walentynki. Mam nadzieję, że coś Wam wpadnie w ucho!

Czytaj dalej

Subiektywne podsumowanie 2016

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

W tym roku wydarzyło się naprawdę wiele – zaliczyłam kilka festiwali muzycznych, niezliczoną liczbę koncertów i każdego dnia odkrywałam nowe dźwięki. Postanowiłam zatem wybrać te szczególne muzyczne momenty, które zapadły mi w pamięć.

Czasami zastanawiam się, czy można jakoś określić muzykę, która jest „moja”. Potrafię cały dzień słuchać Michaela Buble, by pod koniec dnia zasypiać przy nowej EP-ce Nine Inch Nails. Następnego dnia natomiast stwierdzam, że lubię zarówno Buble i Reznora, choć tak bardzo różnią się ich muzyczne światy. Po imprezie „Metallica Night” słucham marudnego Morrisseya, zaś Duran Duran przeplatam smutnymi piosenkami Soft Moon. Jeśli chodzi o muzykę to jestem bardzo niestała w uczuciach.

Oto subiektywna lista podsumowująca ten rok – pewnie część artystów czy utworów znacie, ale może też znajdziecie nowe brzmienia, których wcześniej nie znaliście. Na to właśnie liczę.

Czytaj dalej

Queen – A Night At The Opera

queenDokładnie 41 lat temu Queen wydał swój 4. krążek. To jedna z najlepszych płyt kapeli – wiele się na niej dzieje, bowiem mamy zarówno rockowe kompozycje, piosenki-żarty w stylu wodevilu, liryczne perełki oraz wybitną kompozycję „Bohemian Rhapsody”, która wyniosła zespół na sam szczyt. Queen w połowie lat 70. był głodny ogromnego sukcesu, miał głowę pełną pomysłów i był poirytowani tym, że menedżer Norman Sheffield wzbogaca się ich kosztem. Głodny artysta to płodnych artysta – w tym przypadku to powiedzonko się potwierdziło. 

Czytaj dalej

Koncert The Black Queen w Warszawie

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Gdy pierwszy raz kumpel z pracy puścił mi krążek The Black Queen zatytułowany „Fever Daydream” pomyślałam sobie, że brzmi dobrze i na tym się skończyło. Jest to jedna z tych płyt, która przemówiła do mnie dopiero po jakimś czasie, ale gdy już się spodobała, to zaczęłam po nią naprawdę często sięgać.

The Black Queen to trzech facetów wykonujących ambitną elektroniczną muzykę z nutką mroku i seksapilu. Na wokalu udziela się frontman The Dillinger Escape Plan – Greg Puciato, który tym razem nie wydziera się wniebogłosy, tylko nonszalancko czaruje delikatnym wokalem, choć bywają momenty, gdy wyciągał głośno naprawdę wysokie nuty. W imperium czarnej królowej rządzą również Joshua Eustis znany ze współpracy z Nine Inch Nails czy grupą Puscifer oraz Steven Alexander były techniczny NIN.

Czytaj dalej

Freddie Mercury – Messenger of the Gods: The Singles

Layout 1Od rana wszędzie natrafiam na informacje, że 70 lat temu urodził się Freddie Mercury. Z tego powodu postanowiłam cały dzień słuchać Queen oraz solowego dorobku wokalisty. Wstyd się przyznać, ale pomimo tego, że jestem zdeklarowaną fanką Królowej, to nie słucham jej już tak często „zdradzając” ją z innymi muzykami. Czasami żartuję, że mój związek z Queen jest jak małżeństwo – są ciche dni, ale zawsze wracam do muzyki brytyjskiej kapeli.

Sięgnęłam zatem po najnowszą kompilację składającą się z solowych singli Freddiego Mercury’ego – „Messenger Of The Gods The Singles”. Zawsze ilekroć natrafiam na tego typu wydawnictwa zastanawiam się czy warto słuchać tej płyty, bo z tyłu głowy cały czas mam myśli, że ktoś chce zarobić na nieboszczyku. W końcu i tak album ląduje na mojej półce z płytami, bo przecież jako fanka wstyd mieć niepełną kolekcję krążków mojego idola. Co zaś się tyczy nowej kompilacji są to 2 płyty, których zawartość nie zachwyci oddanego fana, ale i tak cieszy ucho ze względu na różnorodność muzycznych obliczy Freddiego. Jak wiadomo Mercury miał sporo inspiracji i nie lubił stać w miejscu – to wszystko słychać w jego twórczości, szczególnie solowej, gdzie nie bał się zbaczać z wcześniej obranej „muzycznej” ścieżki, poeksperymentować i spełnić swoje muzyczne marzenia. 

Czytaj dalej

Eric Clapton – I Still Do

20160619_160716To zdecydowanie jedna z tych płyt, po które należy sięgnąć po zmroku. Słuchając krążka stwierdziłam, że to ładny album i w zasadzie tyle chyba wystarczałoby, żeby w skrócie określić to wydawnictwo.

„I Still Do” jest spokojną płytą przepełnioną bluesowym luzem. Możliwe, że z powodów zdrowotnych Erica Claptona będzie to jego ostatni studyjny krążek. Jeśli tak, to jest to godne zwieńczenie jego dyskografii. Oczywiście liczę na to, że na tym nie koniec, bo jak to każdy fan uważam, że choć lista pozycji płytowych jest całkiem spora, to nadal ma się niedosyt.

Czytaj dalej

Coldplay – A Head Full of Dreams

coldplayW listopadzie 2015 roku w Londynie pojawiły się tajemnicze plakaty, na których widniał symbol kolorowych przecinających się okręgów i data 4 grudnia 2015. Plotki głosiły, że to oznacza pojawienie się nowego albumu Coldplay. Tak się też stało. Album zdobi właśnie ten wielobarwny motyw i trzeba przyznać, że graficy naprawdę się postarali. Muzycznie natomiast płyta „A Head Full of Dreams” jest (hmm hmm) „radiowa” – ot ładne melodie, które lecą w tle, jako podkład muzyczny w sklepie, w drodze do pracy, czy podczas kolacji. Nie należy się spodziewać po tej płycie jakiś muzycznych uniesień, bo nie jest to wybitne dzieło Coldplay, ale też nie można ich zganić, bo niektóre piosenki są w porządku.

Czytaj dalej