Eric Clapton – I Still Do

20160619_160716To zdecydowanie jedna z tych płyt, po które należy sięgnąć po zmroku. Słuchając krążka stwierdziłam, że to ładny album i w zasadzie tyle chyba wystarczałoby, żeby w skrócie określić to wydawnictwo.

„I Still Do” jest spokojną płytą przepełnioną bluesowym luzem. Możliwe, że z powodów zdrowotnych Erica Claptona będzie to jego ostatni studyjny krążek. Jeśli tak, to jest to godne zwieńczenie jego dyskografii. Oczywiście liczę na to, że na tym nie koniec, bo jak to każdy fan uważam, że choć lista pozycji płytowych jest całkiem spora, to nadal ma się niedosyt.

Czytaj dalej

Soyka Trio w Kętrzynie

Nie ma to jak kolejny muzyczny weekend. Tym razem w moim rodzinnym mieście w nastrojowej restauracji ,,Kardamon’’ wystąpił Soyka Trio w składzie: Stanisław i Kuba Soyka oraz Przemek Greger. Koncert odbył się w ramach ,,Kardamonowego grania’’ – cykli występów polskich muzyków, takich jak Krzysztof Kiljański, Kuba Badach, czy Anna Maria Jopek.

soyka trio

Jak to bywa przy takich małych imprezach w niewielkich miastach, dużo twarzy wśród publiczności było mi znajomych. Przed koncertem w restauracji było naprawdę tłoczno i gwarno. Oczywiście w końcu pojawienie się muzyków na niewielkiej scenie spowodowało, że każdy zamilkł i zaczął bacznie obserwować Soykę. Co ciekawe, jeszcze dzień przed koncertem w Kętrzynie, muzyk był w Sopocie, gdzie odebrał Bursztynowego Słowika. Z rozmowy z gitarzystą, który towarzyszył Soyce, dowiedziałam się, że nie lubią oni takich wielkich imprez, gdzie panuje totalny nieporządek i muzyk jest ograniczany do zagrania tylko dwóch utworów. Domyślam się, że występ w kętrzyńskiej restauracji był dla nich samych fajną odskocznią od show-biznesu, nachalnych paparazzi i zakłamanych gwiazdeczek, których było pełno w Sopocie. Soyka Trio po prostu cieszyli się, że mogą zabrać nas w swój świat pełen poezji, ładnych dźwięków, który przepełniony jest emocjami i uśmiechami zadowolonych słuchaczy.

Czytaj dalej

Czy jest na sali Dr Blues?

Wracając z koncertu Kraftwerk, przechadzaliśmy się po ulicach Poznania. Odniosłam wrażenie, że jest to bardzo ,,muzyczne’’ miasto: dużo klubów nocnych, grajkowie na ulicach, grupki punkowców, muzycy w restauracjach. Luzacka atmosfera i aura swobody.

Po dobrym koncercie nie chce się od razu wracać do hotelu, więc postanowiliśmy poszukać jakiegoś ciekawego miejsca. Dźwięki bluesa zaprowadziły nas do klubu muzycznego Lizard King. Lokal w stylu amerykańskim, na ścianach zdjęcia legend rocka, przy barze rozweseleni widzowie, na scenie zaś Dr Blues (Krzysztof Rybarczyk) z zespołem Wielka Łódź. Muzycy ściśnięci na malutkiej scenie tuż przy wejściu do lokalu grali czarne brzmienia z lat 60-tych. Nogi same chodziły, każdy kołysał się w rytm muzyki. Przy chłodnym trunku siedliśmy przy stoliku i słuchaliśmy rhythm and bluesa.

Czytaj dalej