Wywiad w cztery oczy| Baasch

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

foto: Piotr Porebsky / materiały prasowe

Muzyk właśnie wydał swój drugi krążek „Grizzly Bear With A Million Eyes”, który jest bardzo melodyjny i szybko wpada w ucho. Baasch potrafi stworzyć intymny klimat oraz spowodować, że słuchacz po prostu się rozmarzy.

Przy okazji szybkiego wywiadu postanowiłam zapytać nie tylko o nową płytę, ale również o syntezatorowy świat, który jest wielobarwny i fascynujący. Oto Baasch jakiego nie znacie.

Na przestrzeni ostatnich lat na polskiej scenie wiele się dzieje jeśli chodzi o muzykę elektroniczną – pojawia się sporo duetów sięgających właśnie po syntezatory. Jak sądzisz – dlaczego tak się dzieje?

Myślę, że dzieje się tak między innymi dlatego, że elektronika jest dziedziną muzyki, którą można tworzyć samemu w domu i to jest piękne. Kiedyś trzeba było grać na instrumencie, znaleźć kumpli, którzy też grają. Elektronika tego nie zastąpi, ale wprowadza nowe możliwości. Dzięki temu wiele osób odkryło swój talent i może tworzyć fajne, wartościowe  rzeczy.

Przeprowadzając wywiad z niemiecką grupą synth-pop Camouflage wokalista powiedział, że syntezator to tak naprawdę punkowy instrument. Nie musisz być wybitnym muzykiem, żeby grać na nim.

Coś w tym jest. W elektronice nie potrzeba wirtuozerii. Muzyka jest mniej oparta na melodiach, a bardziej na brzmieniu – dzięki temu jest to bardzo plastyczne i twórcze.

Syntezatory kojarzą się z końcówką lat 70. i latami 80., gdy przeżywały swój złoty okres. Wiele współczesnych kapel chętnie wraca do takiego retro brzmienia, niektórzy jednak wolą tworzyć coś bardziej nowoczesnego. A jak Ty postrzegasz syntezator?

Powiedzieć, że syntezator jest przeżytkiem czy przeszłością, to tak jakby mówić, że elektronika jest przeszłością. Tak naprawdę wszyscy tworzą muzykę na syntezatorach, na syntezie dźwięku, zmieniają się tylko pewne tendencje, kanony dotyczące brzmienia, możliwości techniczne. Elektronika ewoluuje i idzie w inną stronę, ale tak naprawdę  to wszystko jest ciągle syntezator, teraz doszedł do tego komputer. Chyba, że chodzi o brzmienia w stylu lat 80. – jest to powiedzmy jakaś konwencja będąca cytatem z tego, co kiedyś działo się w muzyce. Myślę, że tak naprawdę muzyka jest zawsze składową tego, co wydarzyło się po drodze. Wszyscy tworzymy muzykę, która wynika z tego, co w życiu usłyszeliśmy po drodze i przefiltrowujemy przez siebie, swoją pomysłowość i wrażliwość.

Wspominałeś, ze słuchałeś Depeche Mode, sięgałeś po twórczość jeszcze jakiś twórców słynnych w latach 80. ?

David Bowie, chociaż on tworzył na przestrzeni kilku dekad, ale bardziej fascynowały mnie jego wcześniejsze propozycje.

Czy pod względem wizualnym Bowie miał na Ciebie jakiś wpływ? Patrząc na okładki Twoich płyt widać pewien pomysł, grafiki są ze sobą spójne i powiązane. Czy uważasz, że muzyka jest ściśle związana z obrazem?

Tak, zawsze to ceniłem u innych artystów – Bowie jest tego dobrym przykładem, chociaż Bowie to w ogóle inny temat. Jego wizerunek ciągle się zmieniał, było to bardzo wyraźne również w jego obecności na scenie. Wydaje mi się, że fajnie jest wziąć słuchacza za rękę i zaprosić go do spójnego świata, w którym obraz i dźwięk idealnie współgrają ze sobą. Dlatego na potrzeby najbliższej trasy koncertowej  przygotowaliśmy z ekipą „Piloci Studio” specjalną oprawę wizualną, która będzie spójna z wizualną stroną albumu.

Obecnie można również zauważyć renesans teledysków, artyści starają się zaciekawić widza ciekawymi klipami. Występujesz w teledysku do singla „Kind of Coma” – jak się w ogóle czujesz przed kamerą?

Czuje się dobrze, ale nigdy nie miałem parcia, żeby być przed kamerą. Tak naprawdę w założeniu miało mnie być w tym teledysku zdecydowanie mniej. Florian Malak, który reżyserował klip mówił, że pierwszy raz spotkał się z sytuacją, kiedy trzeba namawiać artystę, żeby było go lepiej widać w teledysku, podobno zawsze jest odwrotnie. Dałem się przekonać, stwierdziłem, że to może rzeczywiście najwyższy czas, żeby pokazać słuchaczom, jak wyglądam.

Baasch ma sporo fanów, którzy na koncertach skaczą pod sceną w koszulkach z logo – spodziewałeś się, że pojawią się tacy oddani miłośnicy twojej muzyki?

Nie spodziewałem się. Tak samo, jak nie sądziłem, że będą osoby, które wytatuują sobie logo mojego projektu. Jest to dla mnie ogromna odpowiedzialność, bo to oznacza dużą dozę zaufania ze strony tych osób. Muzyka to dla nich nie tylko muzyka, to coś naprawdę ważnego, z czym wiążą się na dłużej. Bardzo się cieszę, że mam takich, a nie innych fanów, wierzę, że jest to bardzo świadoma grupa odbiorców. Każdy z nich w inny sposób trafił na moją muzykę i z jakichś powodów został ze mną na dłużej.

Raz na twój koncert zabrałam przyjaciółkę, która praktycznie nie słucha muzyki elektronicznej, ale bardzo jej się spodobał występ, dosłownie odleciała. W sumie dobry artysta to ktoś, kto potrafi na koncercie zaciekawić osobę, która nie jest fanem czy przyszła całkiem przypadkowo na show.

Wydaje mi się, że jeśli artysta da coś z siebie – to po prostu trafia do człowieka. Jeśli włożysz emocje w to, co robisz, to te emocje potem docierają do odbiorcy – mocno w to wierzę, potem energia wraca do artysty, to działa jak sprzężenie zwrotne.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.