Baasch – Grizzly Bear With A Million Eyes

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

z21678880Q,BaaschJestem fanką Baascha, co można od razu stwierdzić patrząc na ilość wpisów o nim na moim blogu. Wobec ulubionych artystów ma się naprawdę wysokie wymagania –  niecierpliwie czekałam na nową płytę i przeżywałam, by Baasch nie zawiódł. Odtwarzając pierwszy singiel czułam jak moje serca przyspiesza. Chciałam, żeby ten numer był na równie wysokim poziomie co pierwszy krążek „Corridors”. Całe szczęście Baasch mnie nie rozczarował, nie zawiódł też całą resztę syntezatorowych maniaków, którzy lubią czasami zanurzyć się w otchłań wypełnioną chłodnymi dźwiękami muzyki.

„Grizzly Bear With A Million Eyes” zdobi ciekawa okładka przedstawiająca rozmazaną twarz co wywołuje pewne uczucie intrygi oraz tajemniczości. Okładka nawiązuje do tej zdobiącej album „Corridors”, choć są one utrzymane w różnej kolorystyce. Można to również powiedzieć w kontekście zawartości – obie płyty są do siebie podobne, co nie znaczy, że Baasch się powtarza. Powiedziałabym raczej, że rozwija ten romantyczny świat syntezatorów.

Płytę otwiera piosenka „Kind of Coma”, która została wybrana na pierwszy utwór promujący album. Jak na Baascha przystało jest to intymny utwór z ciekawą aranżacją, która powolutku buduje napięcie. Do piosenki powstał ciekawy klip, w którym umiejętnie zagrano kolorowym światłem padającym na bohaterów historii.

Na płycie pojawiły się również kawałki, w których szybszy bit zachęca do tańca. Mowa tutaj o takich numerach, jak chociażby „Words Like Bombs” czy „Flavour Flavour”, który dosłownie „wyrasta” z wcześniejszego numeru „Fall”. Do piosenki powstało pierwsze lyric video w karierze Baascha. W sumie jest to na tyle pomysłowy klip, że mógłby zostać uznany za pełnowartościowy teledysk.

Kompozycje są bogate w elektroniczny akompaniament, gdy słuchacz wsłucha się w np. „Bones” czy „ Grizzly” odkryje mnóstwo drobnych elementów, które tworzą ciekawy kolaż dźwiękowy. Warto również wsłuchać się w słowa piosenek. Często choć proste to są bardzo mocne, jak chociażby te we wcześniej wspomnianym utworze „Fall”: When I Hit The Floor, You say I am a waterfall, I stumble and fall, You say I dance so beautiful.

Oczywiście Baasch nie był sam w studiu, a wsparła go chociażby Mary Komasa w utworze „Dare to Take”. Moim subiektywnym faworytem jest utwór „Steps”, który potrafię zapętlać w nieskończoność. Podobają mi się piosenki, które powoli się rozwijają, by w refrenie zaskoczyć i poruszyć. Jest to kolejny bardziej nastrojowy kawałek, w którym proste słowa miłości trafiają słuchacza prosto w serce. Baasch wydaje się być szczerym mężczyzną, który nie boi się otworzyć i pokazać co tak naprawdę siedzi w jego głowie i sercu. Szczerość oraz autentyczność artystów to magnez, który przyciąga każdego melomana.

Płytę zamyka dynamiczny „Sneaker Fairytale” i w sumie słuchacz nie zauważa, gdy krążek się zapętla i zaczyna od nowa ten nastrojowy album.

„Grizzly Bear With A Million Eyes” w porównaniu do poprzedniej jest bardziej melodyjna i taneczna, choć oczywiście nie mam na myśli podskakiwania pod sam sufit. Muzyk potrafi stworzyć intymny klimat oraz spowodować, że na moment przestajemy biec i podnosimy do góry głowę, żeby popatrzeć w gwiazdy i nieco się rozmarzyć. Przy Baaschu jest to wręcz wskazane.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.