Europejskie Targi Muzyczne „Co Jest Grane 24”

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Targi Muzyczne spowodowały, że ten weekend był przepełniony muzyką i to bardzo różnorodną. Konferencje, warsztaty, stoiska wystawców, spotkania z artystami oraz koncerty – te wszystkie eventy przyciągnęły melomanów do Pałacu Kultury w dniach 25-27 listopada. Ogólnie jestem zadowolona, że godzinami przebywałam na terenie targów słuchając twórców, których lubię, jak również odkrywając nowe brzmienia. Oto kilka słów na temat koncertów artystów, którzy roznieśli muzycznie Warszawę.

W sobotę koniecznie chciałam załapać się na dwa występy – Lilly Hates Roses gra The Smits oraz Reni Jusis. Przyznam się szczerze, że twórczość Morrisseya i spółki nie jest mi obca, ale dopiero Jeff Buckley, który m.in. wykonywał covery The Smiths zdołał mnie przekonać do tego repertuaru. Ostatnio w mojej wieży gra składanka właśnie tej kapeli. Dlatego też bardzo zależało mi, żeby wybrać się na koncert Lilly Hates Roses, który odegrał cały materiał z płyty „The Queen is Dead”. Okazało się, że muzyka The Smiths dobrze prezentuje się w „babskiej” wersji, zaś Kamil „Clark” Durski świetnie zacina na gitarze i dobrze wypada również w roli wokalisty. Widać było, że ten repertuar jest mu bardzo bliski i granie melancholijnych piosenek z Wielkiej Brytanii po prostu sprawia mu dużo przyjemności. Koncert był sympatyczną podróżą w czasie do lat 80., choć oczywiście Lilly Hates Roses nadał tej twórczości bardziej współczesne brzmienie. Występ minął jak z bicza strzelił i sądzę, że większość zgromadzonych chętnie posłuchałaby jeszcze raz tego repertuaru na żywo. Sam zespół był zdziwiony tak dużą frekwencją – podejrzewam, że część publiczności stanowili fani polskiej kapeli, zaś niektórzy przyszli po to, żeby posłuchać The Smiths, przy którym kiedyś tańczyli na prywatkach. Tak czy siak jedni i drudzy byli zadowoleni.

Całkiem przypadkowo trafiłam na koncert Pauli i Karola. Tak sympatycznego duetu już dawno nie widziałam! Przy akompaniamencie gitary oraz innych „przeszkadzajek” muzycy wykonywali przyjemne dla ucha piosenki, które powodowały, że słuchacz po prostu się uśmiechał. Zresztą sami artyści cały czas mieli przyklejony uśmiech. Muzycy przyznali, że nie ćwiczyli zbyt dużo przed tym koncertem i momentami rzeczywiście się mylili, szczególnie gdy grali premierowy materiał, ale tak naprawdę nikomu to nie przeszkadzało. Uśmiechaliśmy się wraz z muzykami, chętnie klaskaliśmy i nuciliśmy piosenki. Paula i Karol zaprosili nawet fanów na scenę i jedna z dziewczyn skorzystała z tego zaproszenia, żeby zaśpiewać z zespołem. Sympatyczni muzycy z bardzo sympatycznym repertuarem i równie sympatycznymi fanami – jeśli ten duet będzie gdzieś grać w pobliżu muszę koniecznie się wybrać na koncert. Tak pozytywnej energii już dawno nie czułam na żadnym występie.

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

W ramach eventu „TBA Music prezentuje” na scenie pojawili się kolejno Rosalie, Coals oraz Reni Jusis. Pierwsza artystka zaprezentowała porządną dawką klubowego grania, które mocno kontrastowało z Coals. Miałam wiele oczekiwań wobec tego elektronicznego duetu, ale niestety nieco zawiodłam się na tym występie. Nie wiem dlaczego, ale zabrakło jakiejś więzi między wykonawcami a publiką. Muzyka Coals jest bardzo melancholijną i rozmarzoną twórczością i najlepiej słucha się jej w czterech kątach. Tym razem zespół nie zdołał wyczarować tej magicznej aury, przy której chciałoby się odlecieć. Szkoda, bo grupa ma potencjał, żeby dogonić inne elektroniczne duety, które ostatnio na naszym rynku muzycznym pojawiają się jak grzyby po deszczu.

Równo o 21 na scenie pojawiła się Reni Jusis, która oczarowała mnie swoją elegancją i urokiem. Pierwsze na co zwróciło się uwagę to oczywiście jej ekstrawaganckie stroje, które zmieniała w czasie koncertu. Najpierw miała na sobie marynarkę, której rękawy przypominały mi skrzydła ptaka. Potem pojawił się szalony płaszcz z frędzlami. Choć od kilku lat było o wokalistce cicho to tym koncertem udowodniła, że nadal jest w świetnej formie i śpiewa równie dobrze co wygląda. Zarówno nowe kawałki, cover New Order jak również stare hity, które doczekały się odświeżonych wersji zabrzmiały naprawdę mocno i powodowały, że cała sala się bujała. Nie zabrakło muzycznych eksperymentów, które intrygowały i urozmaicały show, a jednocześnie nie były zbyt skomplikowane dla przeciętnego słuchacza. To była godzina naprawdę silnych wrażeń wypełniona po brzegi mocnym uderzeniem elektronicznej muzyki.

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Wracając tego wieczoru do domu cały czas huczała mi w uszach muzyka i oprócz nucenia słynnego „Kiedyś cię znajdę, znajdę cię…” co rusz miałam w głowie „Some girls are bigger than others, Some girls’ mothers are bigger than, Other girls’ mothers…”. I tak już usnęłam słysząc te przyjemne dźwięki.

Następny dzień rozpoczęłam od przedpremierowego pokazu filmu „Jarocin. Po co wolność” w reżyserii Leszka Gnoińskiego. W tym roku punk obchodzi swoje 40-lecie, zatem jest to dobry moment, żeby pokazać film o polskim festiwalu, który rozkręcił karierę wielu rockowych kapel. Dokument jest ciekawą lekcją historii, którą każdy fan muzyki powinien odrobić. Dobrym zabiegiem jest zestawienie kadrów z festiwalu z lat 80. oraz czasów współczesnych pokazując co się zmieniło, a co też nie. „Jarocin. Po co wolność” to opowieść o ludziach, którzy chcieli zmian i nie mieli w zasadzie wiele do stracenia. Po filmie odbyło się spotkanie z reżyserem oraz muzykami, którzy wystąpili w dokumencie, dzięki czemu można było dowiedzieć się paru szczegółów dotyczących tej produkcji, jak również samego Jarocina.

Ciekawym eventem był shawcase Litwa/Łotwa, w ramach którego wystąpiła urocza Alise Joste - swoim kobiecym i ujmującym repertuarem roztopiła wszystkie serca. Tuż po niej pojawił się Deep Shoq – ten pan zaserwował mnóstwo sampli, których po prostu dobrze się słuchało. Warto zatem zerkać do krajów bałtyckich, bo wiele się tam dzieje pod względem muzycznym, o czym niejednokrotnie się przekonałam na własnej skórze będąc na festiwalach w Estonii. 

Tego dnia nie zabrakło również koncertu dla fanów jazzu, bowiem w Teatrze Dramatycznym wystąpili Deborah Brown Quartet wraz z Sylwestrem Ostrowskim. Eleganckie jazzowe brzmienie powodowało, że łapałam się za głowę, bowiem zdałam sobie sprawę jakim idealnym słuchem trzeba dysponować, żeby wykonywać taką muzykę. Niestety nie posłuchałam długo tego improwizowanego szaleństwa, bo wybrałam się do Baru Studio na długo wyczekiwany przeze mnie koncert Super Girl & Romantic Boys. Od kilku lat mam słabość do new romantic, zatem ucieszyłam się, że w końcu posłucham porządnego synthpopu w polskim wydaniu. Niestety zawiodłam się na tym koncercie, bo liczyłam na to, że syntezatorowe dźwięki porwą mnie do tańca a tak się nie stało. Muzycznie koncert brzmiał dobrze, ale wokalistka śpiewała jakby od niechcenia i powodowała, że czuło się spory dystans między sceną a widownią. Sytuację ratował nieco zwariowany Konstanty Usenko przy klawiszach, ale mimo to czegoś zabrakło i w porównaniu do następnych artystów Super Girl & Romantic Boys brzmiał po prostu amatorsko. Mam nadzieję, że był to problem związany z technicznymi niedociągnięciami, bo muzycy po każdej kolejnej piosence zwracali na coś uwagę akustykom.

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Choć nie jestem wielbicielką rapu to mile mnie zaskoczył koncert Bisz/Radex. Artyści ledwo zmieścili się na scenie i gdy już zaczęli grać to uderzyli w nas potężnym brzmieniem. Bisz z prędkością światła rapował przy świetnej oprawie muzycznej, która była w każdym numerze inna i powodowała, że nie wiedziałam na czym się skupiać – na muzyce czy rapowaniu. Nie będę wprawdzie słuchać takiej twórczości w domowym zaciszu, ale nie żałuję, że przyjaciółka mnie zachęciła do obejrzenia tego występu, bo w końcu pokonałam swój opór do rapu.

Podsumowując Targi „Co Jest Grane 24” to impreza, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie, jak również może odkryć coś nowego. Pisząc tę relację skupiłam się jedynie na koncertach oraz pokazie filmowym, pominęłam dodatkowe eventy, których bogactwo powodowało, że nie wiedziałam, które wydarzenie wybrać. Cieszę się, że spędziłam tyle godzin w Pałacu Kultury, który był wypełniony muzyką. Targi uświadomiły mi ilu ciekawych artystów jest na naszym rynku. Teraz zabieram się za nadrobienie muzycznych zaległości.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.