Koncert Biffy Clyro w Warszawie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Zdarty głos i zakwasy – to świadczy o tym, że zaliczyłam kolejny dobry koncert. Nie jestem oddaną fanką Biffy Clyro, po prostu lubię ich czasem posłuchać i powydzierać się w paru utworach. Spodziewałam się, że koncert Szkotów będzie wielkim show, ale nie sądziłam, że w połowie występu zabraknie mi sił na skakanie. Na scenie pojawiło się trzech facetów, którzy spowodowali, że każdy z nas w czasie tych kilku godzin zamienił się w dzikie zwierzę, które ciężko jest okiełznać.

Gdy oglądałam wywiady z muzykami zastanawiałam się jak to jest – mili, uśmiechnięci kolesie, którzy na scenie zamieniają się w bestie szarpiące struny, wydające z siebie dzikie odgłosy. Podczas warszawskiego koncertu na Torwarze 25 października 2016 w mgnieniu oka ich zapał przelał się na publiczność. W zasadzie większość osób stanowili naprawdę oddani fani, którzy znali wszystkie teksty piosenek włączenie z numerami wydanymi na nowym krążku „Ellipsis”.

Koncert rozpoczął się właśnie od singla z tej płyty, zatytułowany „Wolves of Winter”. Kawałek świetnie nadaje się na rozpoczęcie show, bo jest to potężna kompozycja, która atakuje słuchacza prosto w twarz i jest to naprawdę mocny cios, po którym ciężko się podnieść. Nie dość, że słuchacze zostali ogłuszeni ścianą dźwięku to również praca świateł robiła swoje podkreślając akcenty muzyczne oraz zmianę nastroju w danej piosence, co działo się non-stop w większości numerów Biffy Clyro.

Podczas pierwszego utworu fani mieli maski wilków i Simon Neil w przerwie między utworami wziął od fana jedną z nich, jak również flagę i tak paradował przez moment na scenie.

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Na początku jednak dało się słyszeć jeden wielki huk, który potem został już okiełznany. Każda kolejna piosenka była jak przyczajony tygrys – nie wiadomo było, kiedy kapela zaatakuje nas znowu potężnymi dźwiękami.

W setliście oczywiście musiały znaleźć się takie hity, jak „Bubbles”, „Many of Horror” czy „Mountains”. Przy spokojniejszych kawałkach do gry wkraczały lasery, które wyglądały po prostu cudownie. Całe szczęście Torwar okazał się dobrym miejscem na takie wizualne przedstawienie, choć tym razem scena była postawiona po środku sali, prawdopodobnie z tego powodu, że nie wykupiono całego pomieszczenia. Zespół jednak w ogóle tym się nie przejmował, bo ci którzy przyszli na koncert okazali się totalnymi wariatami pogującymi pod sceną. Nie obyło się też bez młynu – takiego szaleństwa już dawno nie widziałam. Zresztą wystarczyło popatrzeć na scenę, żeby przekonać się, że tego wieczora ma się do czynienia ze świrami w dobrym znaczeniu tego słowa. Z długich włosów Neila ciekł pot, opierał on nos o mikrofon wykrzykując słowa piosenek. Basista wyginał się energicznie ze swoim instrumentem, zaś perkusista uderzał w gary z całych sił i myślałam, że sprzęt rozleci się w drobny mak.

foto: A. Degórska

foto: A. Degórska

Ku mojemu zdziwieniu nowy singiel kapeli „Howl”, który za bardzo mi się nie podobał, na żywo zabrzmiał rewelacyjnie. Również melodyjny „Medicine” świetnie zaprezentował się w wersji koncertowej. Osobiście uwielbiam „Animal Style”, który był drugim singlem z nowej płyty i grupa tą piosenką dodała oliwy od ognia. Koncert zakończył się numerem „Stingin’ Belle” i emocje były na tyle silne, że brakowało tylko roztrzaskania instrumentów w drobny mak.

W zasadzie zazdroszczę Biffy Clyro, bo widać, że muzycy są szczęśliwi będąc na scenie. Trzech przesympatycznych i uzdolnionych facetów, którzy wyciskają z siebie siódme poty i nie zamierzają pracować na pół gwizdka. Na Instagramie zespół wrzucił zdjęcie świadczące o tym, że któryś z muzyków walczy z przeziębieniem, czego nie było widać na koncercie. Na scenie nikt się nie oszczędzał, publiczność też dała z siebie wszystko, pot lał się strumieniami, ręce bolały od klaskania, a o strunach głosowych już nawet nie warto wspominać. Spodziewałam się huraganu na koncercie, ale występ przerósł moje oczekiwania. 

 

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.