Eric Clapton – I Still Do

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

20160619_160716To zdecydowanie jedna z tych płyt, po które należy sięgnąć po zmroku. Słuchając krążka stwierdziłam, że to ładny album i w zasadzie tyle chyba wystarczałoby, żeby w skrócie określić to wydawnictwo.

„I Still Do” jest spokojną płytą przepełnioną bluesowym luzem. Możliwe, że z powodów zdrowotnych Erica Claptona będzie to jego ostatni studyjny krążek. Jeśli tak, to jest to godne zwieńczenie jego dyskografii. Oczywiście liczę na to, że na tym nie koniec, bo jak to każdy fan uważam, że choć lista pozycji płytowych jest całkiem spora, to nadal ma się niedosyt.

Najnowszy krążek składa się głównie z coverów. Ostatnio zachwalałam płytę Claptona z coverami JJ Cale’a i muszę przyznać, że porównując obie pozycje, to krążek z 2014 roku rzeczywiście bardziej mi odpowiadał, bo był zróżnicowany w porównaniu do „I Still Do”, który jest zdecydowanie bardziej jednolity. To jednak nie oznacza, że krążek jest gorszy, bo znalazły się na nim utwory od razu wpadające w ucho, a misterne wstawki gitarowe dodają kunsztu tym numerom.

Album rozpoczyna się od leniwego „Alabama Woman Blues”, który na dzień dobry nam oznajmia z czym będziemy mieć do czynienia przesłuchując tę płytę – dobry, rasowy blues, zawadiacki wokal Claptona i jego świetne solówki oraz melodyjne kawałki, których dobrze się słucha.

Na albumie znalazły się dwie autorskie kompozycje – mowa tu o „Spiral” oraz „Catch The Blues”. Oba utwory są spokojne i bardzo intymne, tak jakby Clapton siedział obok słuchacza, grał na gitarze i wyśpiewywał kolejne wersy numerów.

Utworem, który brzmi zdecydowanie mniej bluesowo, jest numer „I Will Be There”, który wykonał w duecie z Angelo Mysterioso. Szczerze mówiąc na początku myślałam, że to Ed Sheeran, bo wokalnie brzmią oni dosyć podobnie. Utwór jest zdecydowanie bardziej popowy od całej reszty płyty, ale jest bardzo nastrojowy i ujmujący.

Na płycie „I Still Do” nie mogło zabraknąć oczywiście coverów mentora Claptona, czyli JJ Cale’a, a pojawiły się tutaj takie numery jak „Can’t Let You Do It” i „Somebody’s Knockin”, który jest zdecydowanie moim faworytem na tym krążku. Jest to seksowny numer, przy którym chce się kołysać biodrami, a Clapton przybiera palcami po gryfie gitary aż miło. Błyskotliwe solo fortepianowe oraz na organkach, które pojawiają się w środku utworu, świetnie dodają smaczku temu kawałkowi.

Wśród pozycji na tej płycie znalazły się również covery, które mocno nawiązują do stylistyki folkowej. Mowa tutaj o utworze Boba Dylana „I Dreamed I Saw St. Augustine” czy utworze tradycyjnym „I’ll Be Alright”. Również słuchając „Stones In My Passway” przychodzi na myśl właśnie to sielankowe brzmienie. Na koniec mamy romantyczne „I’ll Be Seeing You”, którym Clapton elegancko żegna się ze słuchaczami.

„I Still Do” pokazuje, że Clapton nadal potrafi stworzyć ładny krążek, który chce się słuchać. Zdecydowanie nie jest to szczyt jego możliwości, ale nadal pozostaje on w ścisłej czołówce wirtuozów gitary, których albumy nigdy się nie znudzą.

Jego nowa płyta jest prezentem dla mojego taty, który puszczał mi Claptona, gdy byłam małym szkrabem. Jak widać, dobra muzyka się nie starzeje i kolejne pokolenia sięgają po dzieła mistrzów.

 

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.