Koncert Queen w Krakowie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

DSC07517 - Kopia21 lutego w Kraków Arena wystąpił Queen wraz z Adamem Lambertem. W 2012 roku po raz pierwszy zobaczyłam Queen na żywo i dodatkowo miałam szczęście spotkać przed koncertem Rogera Taylora (o czym możecie przeczytać tutaj). Zachwycona koncertem we Wrocławiu nie mogłam sobie odmówić obejrzenia występu Queen w Krakowie. Choć ceny na krakowski koncert były kosmiczne, arena była wypełniona po brzegi i jak się okazało później, warto zapłacić każde pieniądze, by zobaczyć to spektakularne show …czego, zresztą, można było się spodziewać po legendarnej kapeli. Scena, zaprojektowana na kształt litery Q, wyglądała naprawdę królewsko, zaś liczne wizualizacje, lasery uczyniły cały koncert jednym z najlepiej zaplanowanych show w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Adam Lambert rozwinął zaś skrzydła i w porównaniu do koncertu we Wrocławiu widać, że czuje się zdecydowanie pewniej na scenie, przez co miałam wrażenie, że zdominował koncert Queen.

Punkt 20:00 cały stadion był wypełniony i wszyscy niecierpliwie czekali na pojawienie się gwiazdy wieczoru. W oczekiwaniu na rozpoczęcie występu fani zaczęli tworzyć ,,falę’’, co było bardzo sympatycznym, jednoczącym gestem. W końcu światła w arenie zgasły i usłyszeliśmy pierwsze dźwięki piosenki ,,One Vision’’, kurtyna z logotypem Queen opadła i na scenie zobaczyliśmy tak wyczekiwanych przez nas muzyków. Scena robiła wielkie wrażenie, ogólna euforia udzieliła się wszystkim, ale ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że muzycy nie trzymają rytmu, co mogło być spowodowane złymi odsłuchami, przez co nie słyszeli siebie nawzajem. Na szczęście te trudności panowały tylko w pierwszej piosence.

Większość pozycji z setlisty była do przewidzenia, bowiem głównie usłyszeliśmy największe hity zespołu, takie jak m.in. ,,Another One Bites the Dust’’, ,,I Want to Break Free’’, ,,A Kind of Magic’’, ,,Who Wants to Live Forever”, ,,Radio Ga Ga’’, ,,The Show Must Go On’’,  czy ,,Bohemian Rhapsody’’. Cieszę się, że muzycy zagrali również mniej znane kawałki z lat 70., mianowicie zwariowane ,,Stone Cold Crazy’’, czy majestatyczny utwór ,,In the Lap of the Gods… Revisited”, który darzę szczególną sympatią. Podczas piosenki ,,Killer Queen’’ Adam Lambert spoczął sobie na królewskiej kanapie i nonszalancko machał wachlarzem. Trzeba oddać, że wokalista nabrał pewności siebie i tak jak we Wrocławiu był trochę w cieniu, to teraz w Krakowie to on grał pierwsze skrzypce. Osobiście nie spodobała mi się jego maniera – łapanie się za krocze, pokazywanie języka przy wyśpiewywaniu wysokich nut, ogólne gwiazdorzenie. Miałam wrażenie, że wszystko jest na pokaz. Adam zagadywał publiczność i żartował, jednak nie wszystkie żarty spotkały się z moim pozytywnym odbiorem. Pomimo mojej niechęci do poczynań muzycznych Lamberta, muszę mu jednak oddać to, że ma niezłą skalę głosu, jednak stosuje on zbyt wiele ozdobników. Niestety, piosenkarzowi nie udawało się zachęcić publiczności do śpiewania niektórych fraz muzycznych, z czego słynął Freddie Murcury, który dosłownie rządził tłumem. Pozytywne wrażenie robiły natomiast stroje Lamberta, które były kontrowersyjne, ale rzucały się w oczy, o co przecież chodzi na scenie. Skórzane, czarne wdzianko, które miał na sobie podczas pierwszych piosenek, przypominało strój Freddiego z początku lat 80., natomiast garnitur w cętki i korona, którą założył pod koniec występu nasunęło dość jednoznaczne skojarzenie.

DSC07546 - KopiaPo piosence ,,Somebody to Love’’ Lambert zszedł ze sceny i Brian May został sam wraz ze swoją gitarą. Zagadując parę zwrotów po polsku, wyraził swój zachwyt Krakowem i poprosił nas, żebyśmy zaśpiewali specjalnie dla Freddiego piosenkę ,,Love of my Live’’, którą Queen zawsze śpiewali wraz z publiką. Był to jak zwykle jeden z najbardziej wzruszających momentów koncertu. Wszyscy wiedzieliśmy, że pod koniec piosenki na telebimie wyświetlony zostanie Freddie, który wraz z nami wyśpiewa słowa tej pięknej ballady. Tak też się stało i nie sposób było opanować łez, zwłaszcza, że efekt wzbogacili również fani, którzy zaplanowali w tym momencie zapalić latarki w komórkach, co wyglądało naprawdę wspaniale. Zauważyłam, że nie tylko ja jestem płaksą i parę osób wokół mnie również wycierało łzy, z resztą sam Brian się wzruszył. Na pewno taki moment daje mu dużo do myślenia, wywołuje wspomnienia oraz skłania do refleksji, w końcu czas nieubłaganie upływa. Po tym utworze Brian postanowił nagrać selfie 3D z krakowską publicznością. Ci, którzy się załapali z pewnością mają niesamowitą pamiątkę.

Po dołączeniu reszty zespołu na scenę, muzycy wykonali piosenkę „’39”,, zabierając nas gdzieś w kosmos – w końcu dr astonomii Brian May zna się na gwiazdach jak nikt inny. Był to bardzo przyjemny moment, po którym za mikrofon chwycił Roger Taylor, by wykonać ,,A Kind of Magic’’. Nie będę ukrywać, że obdarzam tego pana wielką sympatią i niecierpliwie czekałam na moment, aż wyjdzie na pierwszy plan. Odniosłam wrażenie, że Roger trochę się męczy przy wysokich dźwiękach, czego wcześniej nie zaobserwowałam na koncercie we Wrocławiu. Czyżby czas robił swoje? Szkoda, że w Krakowie nie usłyszeliśmy w jego wykonaniu piosenki ,,These Are the Days of Our Lives’’, bowiem jest to nostalgiczna kompozycja, która zawsze ściska za serce.

DSC07601 - KopiaŚwietnie zabrzmiało solo basisty Neila Fairclougha oraz perkusyjny ,,przepychaniec’’ Rogera Taylora i jego syna Rufusa. Po tych energetycznych instrumentalnych przerywnikach na scenę powrócił Adam Lambert, by w duecie z Rogerem wykonać numer ,,Under Pressure’’, który w oryginale Queen nagrał wraz Davidem Bowie. W kosmos znowu odlecieliśmy za sprawą piosenki ,,Last Horizon’’, podczas której na telebimach widzieliśmy Briana na gwieździstym tle, zaś lasery, które wystrzeliły w naszą stronę, stworzyły jakąś niesamowitą aurę. Następnie May kolejny raz dał popis swojej sztuki podczas gitarowego solo. Lambert powrócił na scenę wraz z utworem ,,Tie Your Mother Down’’, ale tak naprawdę oszalałam dopiero podczas piosenki ,,Dragon Attack’’, która zabrzmiała naprawdę zadziornie i niezwykle seksownie, dosłownie nie sposób było stać w miejscu. Po tym energetycznym zastrzyku usłyszeliśmy kolejne wielkie przeboje, czyli ,,I Want It All’’, podczas którego rozpoczęła się prawdziwa wrzawa wśród publiczności, ,,Radio Ga Ga”, ,,Crazy Little Thing Called Love’’ oraz  ,,The Show Must Go On’’, który był jak zwykle bardzo majestatycznym i wzruszającym momentem. Nie mogło również zabraknąć ,,Bohemian Rhapsody’’ w które to wpleciono fragment występu Freddiego. Niestety po odtworzeniu środkowej, ,,chóralnej’’ części piosenki, zawsze następuje wybuch ,,dynamitu’’ podczas mocnego wejścia perkusji i gitary, ale tym razem coś nie zagrało i nie było tak silnego wrażenia. Po tej piosence zespół zszedł ze sceny, ale my wiedzieliśmy, że powróci, by już według swojej długoletniej tradycji odegrać ,,We Will Rock You’’ oraz  ,,We Are the Champions’’. Przy dźwiękach hymnu ,,God Save the Queen’’ zespół pożegnał się z nami, zaś z góry spadło złote konfetti. Królewskie przedstawienie dobiegło końca.

DSC07614Muszę przyznać, że wspaniale było znowu usłyszeć na żywo piosenki, które mają tak wielkie dla mnie znaczenie. Myślę, że wiele osób tego dnia rozkochało się w muzyce Queen na nowo. Ale dla mnie było to również swoiste pożegnanie muzyków tego zespołu i symboliczne wkroczenie na scenę młodego pokolenia. Gwiazda Queen nigdy nie zgaśnie, ale czas leci nieubłaganie i odniosłam wrażenie, że sami muzycy zdają sobie z tego doskonale sprawę. Porównując oba koncerty muszę stwierdzić, że wrocławski występ, choć pozbawiony był wspaniałej sceny i wizualizacji, porwał mnie od pierwszego taktu. Natomiast w Krakowie następowało to stopniowo, trudno było mi zaakceptować zachowanie Lamberta i choć podziękował nam, że daliśmy mu szansę występu z Queen, wątpiłam w szczerość jego intencji. Brian May spytał nas podczas koncertu, jak nam podoba się Adam, odniosłam wrażenie, że owacje były raczej powściągliwe. I tak naprawdę, gdy usłyszałam głos Freddiego podczas ,,Love of my Live’’ poczułam tę niezwykłą siłę w głosie, który tak cenię i podziwiam. Wtedy uświadomiłam sobie, że żyłam pewną iluzją, iż poprzez format ,,Queen +’’ ich muzyka jest nadal ,,żywa’’. Tak naprawdę Queen bez Mercury’ego i basisty Johna Deacona jest tylko namiastką tego, co kiedyś było naprawdę królewskie, zaś format ,,Queen +’’ to tylko iluzja tego, że możesz usłyszeć swój ulubiony zespół na żywo. Nie odkryłam nic nowatorskiego, ale dla mnie w tę sobotę zakończyła się pewna epoka. Oczywiście, to wspaniale, że tacy znamienici muzycy jak Roger Taylor i Brian May nadal grają i serwują nam za każdym razem porządną dawkę wspaniałego rocka. Jestem im bardzo wdzięczna za tak silne emocje, które podarowali mi wraz z ich twórczością. Choć nieco zawiodłam się na ich krakowskim koncercie, nadal pozostanę wierną fanką Queen, w końcu jest to ,,miłość mojego życia’’.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.