Bryan Adams – Tracks Of My Years

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Bryan_Adams_-_Tracks_of_My_Years

Ostatni krążek Bryana Adamsa – Tracks Of My Years to całkiem przyjemna płyta, wypełniona po brzegi optymistyczną muzyką z nutką melancholii. Płyta poprawia humor i świetnie kołysze w rytmie popowo-bluesowo-rockowych kompozycji. Dzięki Adamsowi możemy posłuchać świetnych kompozycji z lat 50., 60. i 70., które w pewnym sensie ukształtowały jego gust muzyczny. Wybrane piosenki mają już swoje lata, ale w nowych aranżacjach, choć znacząco nieróżniących się od oryginałów, brzmią świeżo i od razu podbijają serce słuchacza. Na albumie znalazł się niestety tylko jeden premierowy utwór autorstwa Adamsa i Jima Vallance’a. To zdecydowanie za mało. Natomiast producentami płyty oprócz Adamsa zostali David Foster i Bob Rock.

Już sama okładka przedstawiająca zdjęcie Adamsa, gdy był ”piękny i młody”, daje nam do myślenia, że będzie to swoista podróż w ”muzycznym” czasie. Niestety nie ma nic niezwykłego w aranżacjach – są one po prostu poprawne i momentami nawet wieje nudą, brakuje jakiejś soczystej solówki gitarowej (nie licząc ostrego kawałka ”You Shook Me”) czy jakiegoś innego wyraźnego akcentu muzycznego. Tak naprawdę tym, co sprawia, że płyta wciąga, jest wokal Adamsa. Niby facet nie ma świetnego głosu, brzmi raczej jak zachrypnięty staruszek, jednak jest tyle szczerości i emocji w tym wokalu, że nie sposób jest się w nim nie zakochać.

Idąc po kolei, zaczynamy od kompozycji ”Any Time At All”, oczywiście autorstwa duetu McCartney/Lennon, która jest fajnym gitarowym szlagierem, dzięki któremu tupiemy nóżką i kołyszemy się w rytm muzyki. Następnie utwór Adamsa, ”She Knows Me”, brzmi jak jego typowa kompozycja, bowiem jest to popowo-rockowa, melodyjna piosenka z gitarowym tłem i optymistyczną aurą wokół siebie. Z kolei znany wszystkim hit ”I Can’t Stop Loving You” nabrał zawadiackiego i wyluzowanego, bluesowego charakteru i taka wersja leży mi zdecydowanie bardziej niż oryginał w wykonaniu Raya Charlesa. Również ”Kiss And Say Goodbye” świetnie buja w klimacie bluesa za sprawą leniwego basu oraz dyskretnego pianinka i gitary w tle. Zaś cover ”Lay Lady Lay” z repertuaru Boba Dylana w wykonaniu Adamsa jest godny samego mistrza folku.



”Rock And Roll Music” to prawdziwa podróż w czasie do złotych lat rock and rolla, gdy ten gatunek rzeczywiście stanowił buntowniczą formę wyrazu nieokiełznanej młodzieży. Kawałek z repertuaru Chucka Berry’ego brzmi trochę archaicznie i komicznie. Ale podejrzewam, że jeśli Adams uwzględni go na koncercie, publiczność będzie tańczyć rock and rolla jak się patrzy! ”Never My Love” Addrisi Brothers to liryczna, folkowa opowieść (oczywiście) o miłości, która pieści ucho melomanów, a na sercu znowu robi się cieplutko. W środku mamy ładną, choć może zbyt skromną, solówkę gitarową. ”The Tracks Of My Tears” to również liryczna kompozycja z fajnym tekstem ukazującym piosenkarza, który pod uśmiechem ukrywa tak naprawdę łzy. A wszystko oczywiście przez dziewczynę. Totalnym łamaczem serc jest kawałek ”God Only Knows” z repertuaru The Beach Boys, w którym słyszymy tylko głos Adamsa przy skromnym akompaniamencie, gdzie dominuje fortepian. Prosta kompozycja niesie ze sobą wiele emocji i przyprawia o dreszcze, a wszystko za sprawą emocjonalnego wokalu Bryana Adamsa. Aby trochę rozweselić słuchacza, artysta w kolejnej piosence łapie za gitarę i wykonuje fajną piosenkę ”You’ve Been A Friend To Me”, która trochę brzmi jak countrowy szlagier. Ta wesoła atmosfera trwa dosyć krótko, bo następna pozycja na płycie to ”Help Me Make It Through The Night”, czyli kolejna liryczna piosenka na krążku i kolejny romantyczny kawałek. Zaś ”C’mon Everybody” to powrót do końcówki lat 50. – znowu tańczymy w rytmie rock and rolla. Fanom mocniejszego brzmienia przypadnie do gustu ostatnie nagranie w wersji deluxe – ”You Shook Me”. Jest to po prostu eksplozja dynamitu. Kawałek sam z siebie jest niezwykle szalony, a Adams w nim wypruwa ostatnie flaki, zdziera głos aż miło.

Podsumowując, Adams nagrał całkiem sympatyczną płytę – w sam raz na leniwe popołudnie. Nie ma tutaj nic zachwycającego, ale głos Adamsa wyraża tyle pasji i miłości do muzyki, że mu to wybaczam. Szkoda trochę, że wykonuje praktycznie same covery, brakuje trochę jego melodyjnych, szybko wpadających w ucho kompozycji. Ale mam nadzieję, że Adams tylko się rozkręca i już wkrótce zaprezentuje nam zdecydowanie obszerniejszy materiał autorski. Muzyk wystąpił 16 grudnia 2014 r. w Krakowie w ramach trasy upamiętniającej 30-lecie wydania albumu ”Reckless”. Natomiast 28 marca Adams zagra w Gdańsku w Ergo Arenie.

Recenzję możecie również przeczytać na portalu SoundUniverse

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.