Bryan Ferry – Avonmore

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

DSC07404

Święty Mikołaj w tym roku podarował mi dużo dobrej muzyki. Między innymi pod choinką znalazłam nowy krążek wokalisty Roxy Music – Bryana Ferry’ego. Jego solowy album ”Avonmore” to glamour, elegancja i ambitne brzmienie – czyli wszystko to, za co kochamy Bryana. Nazwa oraz zawartość nowego krążka nasuwają skojarzenia z legendarnym albumem Roxy Music – ”Avalon”. Przypadek? Chyba nie, wystarczy zerknąć na okładkę ”Avonmore”, żeby się przekonać, że jest to swoista podróż w czasie.

”Avonmore”, czternasta solowa płyta Ferry’ego, jest bardzo spójnym albumem z wielopłaszczyznowymi aranżacjami i erotycznie rozwibrowanym wokalem Bryana. Produkcją zajął się sam artysta wraz z Rhettem Daviesem, zaś za miks odpowiada Craig Silvey (Arcade Fire, The Horrors, The National). Na krążku mamy wielu świetnych gości, a mianowicie: Johnny’ego Marra, Nile’a Rodgersa, Flea, Ronnie Spector, Marka Knopflera oraz Maceo Parkera.

W zasadzie już pierwszy singiel z nowego krążka, czyli ”Loop De Li”, zasygnalizował nam, czego należy się spodziewać po tej płycie. Typowa elegancja i romantyzm, do tego fajne wtrącenia gitary, jakieś odrealnienie, funkowa linia basu – wszystko to już słyszeliśmy wcześniej, ale nadal brzmi to dobrze i nie sposób nie uzależnić się od flirciarza Ferry’ego. Mocne wrażenie robi teledysk, wyreżyserowany przez Aoife McArdle. Klip przedstawia playboya, który seryjnie morduje swoich przyjaciół. Intrygujący i jednocześnie trochę przerażający klip świetnie oddał tę nutkę tajemnicy zawartą w kompozycjach Ferry’ego. Album ”Avonmore” obfituje w jego mroczne teksty, które mówią o miłości i wyrażają nostalgię, żal oraz zagubienie.

Na krążku świetnie prezentują się żwawsze kawałki, takie jak taneczne ”Midnight Train”, do którego Ferry zaprosił aż 7 gitarzystów!, czy romansujące z funkiem ”Driving Me Wild”. Świetnie brzmi tytułowe ”Avonmore”, nieco niepokojące z pulsującą perkusją, która dosłownie przyspiesza bicie serca. Cały czas w tle mamy subtelne dźwięki gitary, w środku utworu znowu pojawia się solo saksofonu i mnóstwo różnych elektronicznych ”przeszkadzajek”. Niesamowite, że choć artysta ma już 69 lat, śpiewa o ”One Night Stand”, a jego ciekawy głos nadal mógłby złamać parę damskich serc. W tej piosence Ferry’emu towarzyszą kobiece wokale, zaś aranżacja jest bogata i seksowna, jak to przystało na Bryana. Ballady prezentują się również całkiem dobrze – ”Soldier Of Fortune” brzmi bardzo nostalgicznie, zaś ”Special Kind Of Guy” urzeka erotyczną aurą i flirciarskim wokalem Ferry’ego. Natomiast cover ”Send In The Clowns” brzmi dosyć epicko i bogato, roztaczając romantyczną aurę wokół siebie.

ferry5Z nóg powala cover piosenki Roberta Palmera – ”Johnny And Mary”. Utwór znacznie różni się od oryginału. Ferry wraz z Toddem Terje wyczarował magiczną kompozycję, bardzo intymną i smutną. Aranżacja jest tym razem zdominowana przez elektronikę, a wokal Bryana, który śpiewa, jakby trochę szepcząc nam do ucha, po prostu hipnotyzuje. Trochę żałuję, że Ferry nie poszedł w tym kierunku i nie zaryzykował utrzymania nowej płyty w takim nowoczesnym, elektronicznym brzmieniu, co byłoby pewnym novum w jego twórczości. Wydaje mi się, że Bryan po prostu nie lubi minimalizmu i wszystko, co tworzy, musi być na bogato… tak jak jego wdzianka z okresu glam rocka.

Bryan Ferry serwuje nam muzykę z najwyższej półki. Pomimo upływu czasu nadal jest amantem, który potrafi zauroczyć niejednego melomana. Można mieć do niego zarzuty, że ”Avonmore” to taka spokojna, melancholijna płyta rodem z lat 80. Słuchając tego krążka, odnoszę wrażenie, że Ferry nigdzie się nie spieszy, nikomu nie chce niczego udowadniać i po prostu robi swoje w taki sposób, jak to mu wychodzi najlepiej. ”Avonmore” to dobrze nam znany wysmakowany pop w stylu Ferry’ego, muzyka dla dojrzałych osób, które chcą po prostu posłuchać czegoś na poziomie.

Recenzję można również przeczytać na portalu SoundUniverse

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.