Pink Floyd – The Dark Side Of The Moon

24 marca 1973 r., czyli 41 lat temu, ukazał się album brytyjskiego zespołu Pink Floyd ,,The Dark Side Of The Moon”. Przez 14 lat płyta znajdowała się na liście 200 najpopularniejszych albumów ,,Billbordu”. Krążek jest ikoną lat 70 –  nagrany przez legendarny zespół, z  ponadczasowymi hitami (,,Time’’, ,,Money’’)  i z legendarną okładką płyty, przedstawiającą pryzmat rozszczepiający światło. Pomysłodawcą okładki był George Hardie, grafik z Hipgnosis. Jest to początek okresu dominacji Rogera Watersa w zespole. I to on jest głównym pomysłodawcą ,,The Dark Side on The Moon’’. „Uważam „The Dark Side Of The Moon” za pierwszą w pełni artystycznie udaną próbę potraktowania albumu rockowego jako pewnej całości’’ – twierdzi Roger Waters. I rzeczywiście krążek jest pierwszym albumem koncepcyjnym Pink Floyd. 

Czytaj dalej

Nine Inch Nails – Hesitation Marks

Miało już nie być Nine Inch Nasil. Miało nie być nowego krążka. Tymczasem Trent Rezner, ku uciesze fanów, powrócił z projektem NIN i nagrał smakowity, elektroniczny album ,,Hesitation Marks”. Krążek charakteryzuje się prędkością, energią i agresją. Jest to muzyka, która rozrywa od środka – tak określiłabym nowy album Nine Inch Nails. Podczas słuchania serce zaczyna szybciej bić  i odzywa się w twoja ciemna strona. Album został dobrze przyjęty przez krytyków. Był również nominowany do nagrody Grammy 2014 w kategorii najlepszy album alternatywny. Choć krążek jest zdominowany przez elektronikę, ogólnie rzecz biorąc, płyta jest dosyć eklektyczna. Każda piosenka powoli buduje napięcie, by w pewnym momencie nabrać obrotów i wprowadzić słuchacza w trans. Utwory są nieobliczalne, nie wiemy w jakim kierunku pomknie aranżacja. Dzięki temu płyta nie jest monotonna, a to duży plus.

Czytaj dalej

The Cure – Disintegration

,,Disintegration’’ – kwintesencja mroczności, beznadziejności i pesymizmu. Robert Smith maluje zimny obraz kończącej się miłości. Pada deszcz, jest szaro i zimno. Nic i nikt Ci nie pomoże. Smutna płyta, to fakt, ale ile jest piękna w tej dramaturgii. 73 minuty halucynacyjnej muzyki, którą najlepiej słuchać w ciemnym pokoju i najgłośniej jak się da. Tak radził Smith, tak i ja doradzam.

Płyta ,,Disintegration’’ to ogrom różnych, rozmytych dźwięków. Każdy z nich jest trochę leniwy, zmęczony. Cały Robert Smith ukrywający pod dziwacznym makijażem tragizm, który dzieje się w jego głowie. Herbatka z grzybków, którą pili muzycy w czasie nagrań, musiała być naprawdę mocna. A duża ilość alkoholu tylko pogłębiła te doznania. Całe szczęście my nie musimy wspomagać doznań takimi środkami. Wystarczy wsłuchać się w muzykę The Cure i sen na jawie gotowy!

Czytaj dalej