Tomasz Makowiecki – Moizm

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Czy to jest na pewno Makowiecki? Ten chłopak, który był w Idolu? Chyba nie jeden ze słuchaczy zadawał sobie takie pytanie. Tomasz Makowiecki powraca w wielkim stylu. Jego nowa płyta to elektroniczne cudeńko, które czaruje spokojem i romantycznością. W porównaniu do poprzednika, albumu ,,Ostatnie wspólne zdjęcie” z 2007 roku, nowa płyta zaskakuje elektronicznym brzmieniem. Ale jest to miła niespodzianka. Kompozycje Makowieckiego nie straciły charakterystycznego melodyjnego brzmienia. Przez ostatnie lata muzyk uczestniczył między innymi w projekcie Silver Rocket, współtworzył NO!NO!NO!.  Współpracował on również z Danielem Bloomem i to właśnie dzięki niemu Makowiecki zainteresował się muzyką elektroniczną. Aż w końcu powstał album ,,Moizm”, który jest zaskakującym wydarzeniem na polskiej scenie muzycznej. Materiał powstawał podczas licznych jam session na Kaszubach. Następnie przez trzy lata nagrania były ,,dopieszczane’’ przez Makowieckiego i teraz mamy taki ciekawy efekt w postaci nowego albumu. Większość kompozycji jest dziełem samego Makowieckiego, natomiast teksty zostały napisane przez jego znajomych, między innymi Marka Jałowieckiego, czy Graftmanna. Płyta jest bardzo nastrojowa, trochę leniwa i kołysząca. Album jest spójny stylistycznie i piosenki dosłownie ,,płyną’’ jedna po drugiej.

Już pierwsza kompozycja, czyli ,,Dziecko księżyca” wprowadza błogi nastrój dzięki syntezatorowemu deszczowi. ,,Delikatna’’ aranżacja i romantyczny głos Makowieckiego brzmi naprawdę kojąco. Prawie 10 minut muzycznej przyjemności. W tym utworze możemy usłyszeć solo na moogu wykonywane przez Józefa Skrzeka. Romantyczny nastrój podtrzymuje kolejny utwór ,,Your foreign books”, bardziej żwawy od poprzednika, ale równie marzycielski. ,,Holidays In Rome” to piosenka, która zdecydowanie wybija się spośród innych kompozycji. Jest to taneczny, synth – popowy utwór z chwytliwą melodią, która rozbuja każdego słuchacza. I znowu zastanawiasz się: ,,Czy to na pewno ten chłopak z Idola?’’. Fajna metamorfoza.

,,Na szlaku nocnych niedopałków” brzmi bardzo intrygująco, tęskno i jakoś nierealnie. Piosenka charakteryzuje się ładną melodią, nutką nostalgii i dosyć skromną aranżacją. Można się rozmarzyć w czasie tego utworu. Uważam, że najlepiej jej słuchać nad ranem, gdy jeszcze nie jesteś do końca świadomy, co się dzieje, a marzenia stają się całkiem realne. ,,Zabierz mnie” to kolejna piosenka na płycie, która wyróżnia się niesamowitą głębią. Utwór delikatnie kołysze dzięki mocnemu bitowi, wokal Makowieckiego jest bardzo przejmujący i do tego taka ,,leniwa’’ aranżacja – brzmi to jakoś magicznie i bardzo intymnie. Tomasz namawia, żeby go zabrać obojętnie gdzie. Rzeczywiście piosenka jest trochę jak nie z tej galaktyki, można dzięki niej uciec od szarej rzeczywistości. Utwór ,,Ostatni brzeg” czule i powoli nas żegna, a ,,Ostatni brzeg II ”brzmi bardzo ambitnie i zagadkowo, dzięki powoli rozwijającemu się syntezatorowemu motywowi, by w końcu ,,wybuchnąć’’ i nabrać rockowego brzmienia. W tym ostatnim już utworze słychać Jó­ze­fa Skrze­ka i Wła­dy­sła­wa Ko­men­dar­ka.

Płyta jest syntezatorową ,,perełką’’, można przy niej zrelaksować się i utonąć w błogich dźwiękach. Album jest przemyślany oraz spójny. Wokal Makowieckiego, spokojny i delikatny, wprowadza nas w romantyczny nastrój. ,,Moizm” to ciekawy romans Makowieckiego z muzyką elektroniczną, który zaowocował niebanalnymi piosenkami hipnotyzującymi słuchacza. Brawo dla pana Makowieckiego i liczymy na więcej.

Recenzję możecie również przeczytać na portalu muzycznym sounduniverse.pl

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.