Rok temu Queen wystąpił w Polsce!

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

queen

Koncert odbył się rok temu w ramach Rock In Wroclaw Festival. „Rockowa królowa” wystąpiła wraz z wokalistą Adamem Lambertem, zdobywcą drugiego miejsca w amerykańskim American Idol.

Jak wiemy wokalista zespołu Freddie Mercury zmarł w 1991 r., zaś w 1997 r. wycofał się z  działalności muzycznej  basista John  Deacon  (autor   m.in.  ,,I want to break free”, ,,Another one bites the dust”). Dlatego obecnie na koncertach Queen możemy usłyszeć gitarzystę Briana Maya, autora takich hitów jak ,,We will rock you”, ,,Who wants to live forever”, który gra już prawie pół wieku na gitarze Red Special, wykonanej własnoręcznie przez siebie. Brianowi towarzyszy perkusista Roger Taylor, autor m.in. ,,Radio Ga Ga”, czy ,,A kind of Magic”. Jako fanka Queen zawsze marzyłam usłyszeć magię ,,Królowej” na żywo.

Koncert rockowej legendy wypadł akurat w moje 21  urodziny.   Dodatkowym  urodzinowym  prezentem  stało się  spotkanie z Rogerem Taylorem. Los chciał, że zatrzymałam się w hotelu naprzeciwko restauracji, w której jadł kolację perkusista wraz ze swoim synem i innymi towarzyszami. Roger okazał się bardzo miłym, starszym panem, który stwarzał wręcz wrażenie zdziwionego faktem, że może być idolem młodej dziewczyny z Mazur. Jak przystało na prawdziwego rockowego dżentelmena, złożył swojej fance życzenia urodzinowe wraz z całusami. Osobiście największe wrażenie, obok oczywiście charyzmatycznego, nieżyjącego wokalisty, wywoływał u mnie właśnie Roger. Komponował on ostre, rockowe piosenki, nabierające niezwykłego charakteru poprzez jego rockową chrypkę. Pomimo tego, że na zdjęciach zawsze pozował z naburmuszoną miną, miał dystans do siebie, co można zauważyć na teledysku do piosenki ,,I want to break free”, gdzie jest on przebrany za nastoletnią uczennicę.  Roger  tak  przejął  się  swoją  rolą, że  nawet  ogolił   nogi  oraz zachowywał się niezwykle kobieco. Stojąc oko w oko z legendą rocka, musiałam przytulić swojego idola i bohatera. Było to niezwykłe spotkanie, bowiem już od najmłodszych lat fascynowałam się Queen ( mając 9 lat wykonywałam piosenkę ,,I want to break free” wychodząc na scenę tak jak Freddie Mercury w teledysku, z odkurzaczem i papierosem). Moja miłość do ,,Królowej” była spowodowana ich majestatycznością, złożonością utworów, głębią tekstów i tych niezwykłych emocji, które przepływają przez ciało, gdy słyszę ich muzyczne perełki.

Spotkanie z Rogerem Taylorem

Rock In Wroclaw Festival odbył się na stadionie miejskim we Wrocławiu. Na festiwalu, przed Queen, występowały też polskie zespoły Power of Trinity, Ira, który świętował swoje 25 lecie oraz amerykańska grupa MONA. Ten młody rockowy zespół przyćmił wcześniejsze występy i ,,rozgrzał” publiczność przed głównym wydarzeniem festiwalu. Chłopcy zaszczepili pozytywną energią, z pasją wykonywali ostre, rockowe piosenki. Publiczność podziwiała ich nonszalancję na scenie – podczas wykonania swojego hitu ,,Schooting the moon”, wokalista w przypływie emocji, rzucił pod koniec piosenki mikrofon na podium.

Po  krótkiej  przerwie  na  scenie   zawisła   flaga   grupy    Queen,  a  wraz  z piosenką ,,Flash” ( z filmu Flash Gordon z 1980 r.) kurtyna opadła i w świetle reflektorów i kłębach dymu wyłoniły  się  sylwetki  zespołu.  Publika w wybuchu radości zaczęła tańczyć, śpiewać i klaskać. Nie sposób było usiedzieć w miejscu – pierwsze dźwięki gitary Red Special wywołały szał wśród fanów. Przez cały czas koncertu temperatura była bliska wrzeniu!

 

 

Kolejne hity wywoływały dzikie okrzyki wśród rozradowanej widowni. Niezwykle magicznym momentem okazało się wykonanie przez Briana Maya, na akustycznej gitarze, ,,Love of my live”. Piosenka ta była sztandarowym punktem koncertu Queen. Tę magiczną kompozycję na  występach  wykonywał  zawsze  Freddie  Mercury z gitarzystą. Utwór był pewnym rytuałem, bowiem Freddie śpiewał go  wraz z tłumem. Teraz Brian May poprosił publiczność: ,,Zaśpiwajmy razem” dla Freddiego. To było coś niesamowitego usłyszeć cały stadion, śpiewający jednym chórem wspaniałą kompozycję. Po solówce gitarowej, wraz ze słowami ,,Back – hurry back…” na  głównym  telebimie  pojawił  się  wchodzący na scenę Freddie Mercury. W tym   momencie   cały  stadion  zamilkł,  każdy  wsłuchiwał     się w niezwykły, czarujący głos legendarnego wokalisty. Nie sposób było  opanować  wzruszenie  i  napływające do  oczu  łzy.  Właśnie  w takim momencie najpełniej odczuwa się ogrom straty,  jaką  jest  śmierć  jednego z najlepszych wokalistów XX wieku. Jego czterooktawowy głos, pełna dostojności  postawa i  prowokacyjne  stroje  są  po  dziś  dzień  podziwiane i nieudolnie kopiowane (chociażby przez Lady Gagę, która wymyśliła swój pseudonim wzorując się nazwą piosenki Queen ,,Radio Ga Ga”). Adam Lambert w wywiadach wypowiadał się, że nie zamierza zastąpić Freddiego, co z resztą  byłoby niemożliwe.  Wokalista  śpiewał  poprawnie  i można  było odnieść  wrażenie,  że  występuje  on  tylko  po  to,  aby  się  pokazać   i zaprezentować co rusz to nowe stroje. Wracając z koncertu słyszałam wypowiedzi ludzi, którzy stwierdzili, że nie zwrócili najmniejszej uwagi na Lamberta – większość publiczności znała teksty piosenek i tłum zagłuszał cieniutki głos wokalisty. Ciężko jest zadowolić fanów Queen, którzy wręcz czczą kult Freddiego – „króla” wśród kompozytorów i showmanów. Pod względem wokalnym o niebo lepiej od Lamberta zaprezentował się perkusista Roger Taylor, którego chwilami zastępował na perkusji jego syn, Rufus Taylor. Roger zaśpiewał piosenki swojego autorstwa – ,,Radio gaga”, ,,These are the days of our lives” oraz razem z Lambertem piosenkę ,,Under Pressure”, którą w oryginale zespół Queen wykonywał z Dawidem Bowiem. Piosenka  ,,These  are  the days of  our lives”  pełna  wspomnień,  mówiąca o przemijającym czasie otrzymała pewną magiczną otoczkę poprzez pokazanie na telebimie starych nagrań zespołu z lat 70. Stadion okrzykami oraz oklaskami reagował na nagrania Freddiego Mercurego. Był to kolejny, wzruszający moment, bowiem widz mógł zobaczyć na telebimie wesołych 20-latków wygłupiających się za kulisami i porównać ich z obecnymi, 60-latkami na scenie. Pomimo wielu zmarszczek, siwych włosów i ,,piwnego brzuszka”, rockmani pozostali młodzi duchem. To wspaniałe, że mimo śmierci ich przyjaciela i frontmana zespołu, Freddiego, nie opuściła ich chęć koncertowania i tworzenia ( obydwaj muzycy wydali swoje solowe płyty ). Wokal boskiego Mercurego można było usłyszeć również w czasie wykonywania piosenki ,,Bohemian Rhapsody”, zaś swój sympatyczny, delikatny głos zaprezentował również Brian May, wykonując oprócz ,,Love of my live”, utwór ,,’39” i na bis ,,Tie your mother down”. Gitarzysta dał pokaz mistrzostwa wykonując solowo swoją piosenkę ,,Last Horizon”, a następnie wplatając w nią niezwykłe gitarowe improwizacje. Jego wirtuozeria została doceniona w plebiscycie magazynu Rolling Stones w którym zajął 26 pozycję w rankingu 100 najlepszych gitarzystów wszechczasów. Dobrym zabiegiem było umieszczenie kamery na gitarze, przez co widz obserwował finezyjną pracę palców gitarzysty. Również solówka perkusisty wykonywana wraz ze swym synem porywała ekspresją i pomysłowością. Po dwóch godzinach koncertu publiczność nie chciała pozwolić zakończyć występ, dlatego na bis, według już pewnej tradycji zespołu, Queen wykonał kilka swoich sztandarowych hitów m.in. ,,Tie your mothr down”,   ,,We will rock you” oraz  ,,We  are    the  Champions”,    przy   którym  cały   stadion  falował   z podniesionymi rękoma – był to zapierający dech w piersiach  widok. Wraz z zejściem ze sceny muzyków, zabrzmiało nagranie hymnu ,,God save the Queen” w interpretacji Briana Maya, co również stało się tradycją zespołu już w latach 70. Ponad dwie godziny koncertu były oderwaniem od rzeczywistości, poddaniem się pozytywnym emocjom i przeniesieniem do świata rockowej muzyki, pełnej szaleństwa, wolności i czystej radości.

Koncert Queen był niezwykłą gratką dla fanów. Również osoby, nie będące szczególnie zafascynowane twórczością ,,Królowej”, świetnie się bawiły na koncercie, a uśmiech nie schodził z ich twarzy, nawet po koncercie zespołu. Mam cichą nadzieję, że ta ,,mini” trasa koncertowa, obejmująca Polskę, Ukrainę,   Rosję   i  Anglię,    była    tylko   zapowiedzią  trasy  koncertowej z prawdziwego zdarzenia, obejmująca większą liczbę krajów. Usłyszeć legendę rocka na żywo, prawdziwą i jedyną w swoim rodzaju ,,Królową”, to raj dla uszu i burza wspaniałych emocji.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.